Ahoj przygodo: nowy członek rodziny.

Ahoj przygodo: nowy członek rodziny.

To już trochę ponad miesiąc czasu jak staliśmy się właścicielami pięknego Subaru Forestera 2.0
Zupełnie przez  przypadek: ale jaki szczęslwy ;)
Od początku: kiedy pewnej chłodnej nocy moja błękitna strzała (Ford Focus 1.8 tdci) odmówił posłuszeństwa na środku miasta, nie od razu i w bólach dojrzeliśmy do decyzji o "nowym" aucie. Czasu na oglądanie samochodów było mało, a trudności wynikające z braku auta spore. Forek był trzecim samochodem jaki obejrzeliśmy. Z braku czasu i faktu, że i mi i mojemu Łukaszwi samochód wpadł w oko, powiedziałam: "A może to Subaru..."
Łatwo nie było, chcieliśmy go odebrać wcześniej ale Pan właściciel miał jakieś ale w końcu się udało podpisać umowę i samochód stał się nasz :D
W raz z zadbaną wersja Forka dostaliśmy dwa komplety kół. Potem był etap warsztatu: nowe filtry, oleje, sprzęgło i parę innych zaklęć których już nie pamiętam.... jeszcze tylko uszczelnić dyferencjał a na wiosnę nowe hamulce (aktualne tarcze były przetoczone)
Jak na miesiąc jeżdżenia samochód spisuje się wyśmienicie, kiedy spadł pierwszy śnieg cieszyłam się, że mam zimowe opony i AWD pod stopą a inni użytkownicy drogi nie ;)
 Być może nasz Forek nie jest demonem prędkości ale w tej chwili nie zamieniłabym go na nic innego i cieszę się przejażdżkami po leśnych drogach. Spodziewamy się wielu wspólnych przygód :)













Fotografia nocna, 4 30sekundowe klatki - wspomnienie ogniska.

Fotografia nocna, 4 30sekundowe klatki - wspomnienie ogniska.

Niemal w każdej godzinie życia jest jakaś chwila, jakiś fotograficzny moment. Te wszystkie ulotne chwile staram się uchwycić telefonem - ten aparat mam zawsze przy sobie. Są takie dni, takie sytuacje do których pod względem zdjęć jestem dużo lepiej przygotowana. Tak było w przypadku ognista urodzinowego mojego Łukasza.
Blask ogniska, gwieździste niebo i księżyc który był prawie w pełni.
Jedyne czego mi zabrakło to mocna czołówka ułatwiająca ustawienie ostrości. To mnie jednak nie zniechęciło: oto efekty.






2 dni na Mazurach a tyle zdjęć.

2 dni na Mazurach a tyle zdjęć.

My wcale nie jesteśmy szaleni... przecież już wcześniej zdazało nam się pojechać do Mrągowa tylko na kawę ;) więc nic nie stało na przeszkodzie aby  weekend piątek-sobota pojechać do Mrągowa, nad piękne jezioro Czos.
Pogoda była dla nas łaskawa, więc w piątek udało się wybrać aż do Źródełka Miłości. W sobotę po raz pierwszy obchodziłam urodziny: to za sprawą rodziców mojego Łukasza. Jak zwykle zrobiliśmy też napad na księgarnię, ale tam, niestety nie udało nam się kupić tego po co poszliśmy...
W sobotę Mazury pożegnały nas przepięknym zachodem.













Metamorfoza mojego salonu - dużo zdjęć.

Metamorfoza mojego salonu - dużo zdjęć.

Dzisiejszy posty jest nieco przedawniony, powinnam wrzucić go znacznie wcześniej, ale zwyczajnie brakło czasu. Dziś chciałabym się z Wami podzielić dobrą wiadomością, jakiś czas temu zakończyliśmy remont kolejnego pokoju i jesteśmy na etapie meblowania. Pokój ten to salon. Łatwo nie było: Łukasz z racji nocnych zmian nie mógł pomagać za dużo a ja leżałam dwa pokoje dalej z zapalaniem oskrzeli i zatok. Chłopcy się zawzięli i urządzili mi salon jak ze snu. Teraz po pysznym obiedzie mamy gdzie odpoczywać, sypialnia jest już tylko sypialnią ;) Popatrzcie tylko na zdjęcia, mówią same za siebie:

W tym miejscu chciałam  dodać, że pomieszczenie do remontu Łukasz przygotował samodzielnie ;) a w tle pierwszego zdjęcia widać jeszcze niezłożone meble kuchenne. (metamorfoza kuchni)


PRZED:











PO: ;):):)









Wtorkowy off topic: Odliczam tygodnie, odliczam dni i godziny.

Wtorkowy off topic: Odliczam tygodnie, odliczam dni i godziny.

Odliczam tygodnie, dni i godziny. Już nie mogę się doczekać naszego kolejnego wyjazdu na Mazury.
Planów jest wiele: kąpiele w Czosie, wyprawy kajakiem, odwiedziny w Fromborku i może Czarnej Hańczy. Bardzo zależy mi też, aby w końcu zobaczyć piramidę w Rapie i może jeszcze Wilczy Szaniec w okolicach Giżycka. Fotografowanie gwiazd na Górze Czterech Wiatrów to kolejny punkt obowiązkowy pobytu w Mrągowie.
W wolnych chwilach jeżdżę palcem po mapie. Zastanawiam się, co jeszcze zobaczyć, jak jeszcze wykorzystać te dwa nadchodzące tygodnie nad mazurskimi jeziorami.









Sukces czy porażka: wszystko w Twoich rękach.

Sukces czy porażka: wszystko w Twoich rękach.

Porażka.
Średnio co dwa, czasem co trzy tygodnie przychodzi taka sobota, kiedy wychodzę wcześnie rano przejść się po moich ulubionych miejscach w Warszawie. Coraz rzadziej z cyfrówką, ale zawsze z laptopem – zupełnie nie modnym, czarnym, ciężkim thinkpadem – wołem roboczym.

„Marzenie” o pięknym i ultra drogim jabłuszku, wielkiej lustrzance na ramieniu, okładkach, sesjach, wystawach, zastąpiła twarda rzeczywistość programowania, testowania i zamówień z dużych korporacji.

Może się wydawać, że miałam wszelkie możliwości aby spełnić to marzenie: dostęp do sprzętu i teoretycznie dostęp do wiedzy oraz nieograniczony niczym czas. Ktoś na pewno powie, że zabrakło ciężkiej pracy – i nie będzie to dalekie od prawdy, ale warto pamiętać, że świat nie jest czarno-biały. Żyjemy w miejscu i czasie w którym aby się wybić nie wystarczy być zdolnym i pracowitym. W branży kreatywnej nie bez znaczenia jest umiejętność dopasowania się do otaczającego nasz środowiska, spędzanie czasu z osobami którymi musimy zaimponować,  imprezy i wyjścia na które nie mamy ochoty,  setki zdjęć na insta i snapie.

Dygresja
Serio: znam jedną taką fotografkę… zamieściła filmik:
z komentarzem: „Czy naprawdę żyjemy w takim świecie?
Nie wiedziałam czy się śmiać czy zapytać kiedy ostatni raz widziała swój instagram…

 A ja po prostu nie umiem wpychać się oknem tam gdzie wyproszą mnie drzwiami. Nie i już!
Niedoświadczona, trochę nieśmiała, wiecznie nieprzekonana o wspaniałości i urodzie moich prac, chowałam się z nimi po kątach, nie umiałam się prosić o zlecenia o obiecaną mi naukę, wiedzę.

Więc zamiast siedzieć w tygodniu w modnej kawiarni, zamiast wrzucać kolejne zdjęcia kawy i bezglutenowego jedzenia z hashtag’iem „work” siedzę w ładnym biurze. Moje oczy zajęte są przez monitory na których zamiast kolejnych produkcji foto świecą zamówienia na prace programistyczne. Pracuję zazwyczaj od 9 do 17, z fajnymi ludźmi, pracę mam stałą a pensję pewną. Stać mnie na remont kuchni i nowy ciuszek, na zegarek dla mojego ukochanego na rocznicę. Nie martwię się, czy w tym tygodniu będę miała pracę, czy złapie jakieś zlecenie, nie muszę się popisywać czy udawać bardziej pijanej niż jestem i szukać bardzo kreatywnej księgowej.


Zdjęcia robię dla przyjemności, lub dla tych którzy w 100% akceptują moje warunki i budżet… więc chyba jednak sukces.




Mrągowo w majowym słońcu.

Mrągowo w majowym słońcu.

Nasz kolejny "weekend" na mazurach tym razem przypadł na poniedziałek i wtorek. Głowę mieliśmy pełną innych, ważnych spraw, na szczęście udało nam się każdego dnia wybrać na dwa długie spacery nad Czos.
Oczywiście wszędzie towarzyszy nam nasz podróżujący Pies ;)